Od kilku dni myślę o nauczycielach, którzy współtworzą programy edukacyjne TVP. Mam w sobie kogel-mogel emocji z nimi związanych i choć w pierwszej chwili dominowało oburzenie i złość, obecnie dominującą jest empatia. Zwyczajnie żal mi tych nauczycieli, którzy zostali postawieni przed tym wyzwaniem – trudnym. W normalnych warunkach wymagającym miesięcy przygotowań, by to, co proponujemy, nadawało się, do pokazania odbiorcom.

Pamiętam doskonale swoje pierwsze próby przed kamerą, stres odbierał mi umiejętność gramatycznego mówienia i autentyczność. Siał spustoszenie i w momencie traciłam dostęp do wiedzy, którą posiadam. To jest naprawdę trudna sztuka i tylko ten, który nie doświadczył, może uważać, że to nic takiego. Uważam, że nie zasłużyli na falę hejtu, która na nich spadła i myślę o tym, jak trudno im będzie to wszystko przetrwać i wrócić do szkoły/klasy, gdy to wszystko się skończy, jeśli nie wykażą się odpowiedzialnością osobistą, która tutaj okaże się kluczowa.

Wszystkim nam to unaoczniło, jak bardzo polska szkoła nie pasuje do realiów, w których żyjemy. Jak bardzo potrzebuje zmiany i jak bardzo nie da się dłużej udawać, że zatwardziałe metody nauczania są najlepszymi, które możemy zaproponować młodym ludziom, na co dzień doświadczającym atrakcyjności świata cyfrowego.

Wczoraj pierwszy raz zadałam sobie pytania – co musiałoby się stać, by przekuć to wszystko w coś pozytywnego? Czy istnieje coś takiego, co sprawiłoby, że cała ta sytuacja stałaby się początkiem czegoś nowego?

Trudno mi podążyć za głosami, które pojawiły się w obronie nauczycieli – że przecież oni nie tworzą tego w pojedynkę, że przy tym pracuje sztab ludzi, itd. Takie tłumaczenia stawiają tych nauczycieli w jeszcze gorszym położeniu – ofiar. To oznaczałoby, że nie mają wpływu na to, jakie zlecenia podejmują, że nie mają realnego wpływu na to, czego są częścią, że posłusznie wykonują to, co każe im się wykonywać, że zamiast tworzyć polską edukację, odtwórczo powielają schematy. Pozycja ofiary to miejsce, z którego trudno o refleksję nad sobą. Ofiara nie musi przyglądać się temu, co mogłam zrobić inaczej oraz jak z tego, co się wylało zrobić coś wartościowego? Nie musi zastanawiać się,  który moment był tym, kiedy zapaliła mi się czerwona lampka. Nie musi poszukiwać odpowiedzi na pytanie, co jeszcze mogłam zrobić, by zaproponować swój pomysł, dzięki, któremu forma byłaby atrakcyjniejsza? Nie musi zastanawiać się, czego dowiedziała się o sobie z tej sytuacji.

Skoro „oni” są winni…

Uważam, że to droga donikąd. W ten sposób dojdziemy w miejsce, w którym system szkolnictwa tkwi od dawna.

Odpowiedzialność osobista nauczyciela

Zawodu nauczyciela nie da się bowiem odłączyć od odpowiedzialności osobistej i w tej sytuacji widzę jej całkiem sporo. Poczynając od tego, że każda z tych osób podjęła decyzję i zaangażowała się w to przedsięwzięcie, poprzez to, że biorąc w tym udział, zgodziła się na to, jak to wygląda, kończąc na tym, że choć na razie projekt okazał się porażką, nadal osoby biorące w nim udział wiele mogą się z tego doświadczenia nauczyć.

Wiem, że to dla wielu będzie zupełnie nowe podejście – skoro biorę w czymś udział, to znaczy, że podjąłem decyzję. Tak to widzę. Czasami owszem nie jesteśmy świadomi, że to wynik naszej decyzji. Czujemy się wmanewrowani ale fakt jest taki, że dorosłość, to dążenie do uświadamiania sobie swojej odpowiedzialności oraz decyzyjności a nie bezrefleksyjne podążanie za pomysłami innych ludzi. Owszem każdy z nasz czasami „bezmyślnie” się w coś zaangażuje lub po prostu nie udaje nam się przewidzieć przyszłego kształtu naszego działania ale to nie zmienia faktu, że w każdej chwili mamy szansę na podjęcie decyzji, czasami jej zmianę.

Widzę ogromną szansę nowego początku dla polskiego systemu szkolnictwa – warunkiem jednak jest to, by nie skupiać się na tym, kto jest winny. Co z tego, że uda nam się ustalić, kto powinien obejrzeć wcześniej materiał o średnicy koła (oczywiście to tylko przykład na potrzeby tego wpisu, każdy inny materiał, który wprowadzał w błąd, mógłby tutaj służyć za taki przykład), by go we właściwym momencie zablokować? Czy wtedy ta nauczycielka miałaby szansę przeanalizować to, jak wpływa na człowieka stres i jakie pierdoły potrafimy pod jego wpływem opowiadać?
Materiał poszedł i choć to z pewnością nie jest łatwe doświadczenie, szczególnie w dobie internetu, ta nauczycielka może przykładowo doświadczyć tego, czego doświadcza w szkole każdego dnia tysiące dzieci, odpowiadając na przykład przed całą klasą. Może zaangażować się w poszukiwanie obszarów, które mogłaby zwiększyć jej kompetencje, mając jednocześnie realny wpływ na atrakcyjność lekcji, które prowadzi.  Dostrzeżmy, że doświadczenie, również to nieprzyjemne, czyni nas bogatszymi. Mam takie poczucie, że nauczyciel, który wykaże się odpowiedzialnością osobistą, już nigdy nie spojrzy tak samo na ucznia, który mówi: uczyłem się, tylko z jakiegoś powodu, teraz niczego nie pamiętam. Jeśli skupimy się na kolorowaniu tego, co nie jest kolorowe i na szukaniu winnych, trudno będzie komukolwiek czerpać z doświadczenia.

Mam w głowie taki obraz z przyszłości – nauczyciele współtworzący program edukacyjny oraz ich koledzy, czerpiący z ich doświadczenia prowadzą lekcję wychowawcze. Tematów takich lekcji narzuca się całkiem sporo:

„Nie bagatelizuj tego, co robią inni, dopóki nie sprawdzisz, czy to rzeczywiście nic takiego” – nauczyciel mówi dzieciom o tym, jak mało wartościowe wydawały mu się wszelkiego rodzaju inicjatywy, którym dzisiaj młodzi ludzie oddają się w internecie. Mówi, że nie zdawał sobie sprawy, jak trudno nagrywa się film, gdy naprzeciwko nie ma ludzi, jest tylko czerwona dioda kamery.

„Hejt, czym jest i dlaczego jest taki niebezpieczny” – przy okazji tego tematu nauczyciel dzieli się z uczniami swoim doświadczeniem i tym jak trudno było mu w obliczu tego, co się wydarzyło. Pyta jednocześnie dzieciaki o to, jak one radzą sobie z negatywnymi komentarzami w sieci? Wspólnie przyglądają się temu, dlaczego lepszym rozwiązaniem jest rozmowa w cztery oczy i jak wszyscy możemy wspierać osoby doświadczające wykluczenia nie tylko w sieci.

„Pokaż mi swój świat” – tutaj nauczyciel mógłby wcielić się w rolę ucznia, a uczniowie mogliby stać się nauczycielami. Czy znacie lepszych ekspertów od wizerunku w sieci? Czy nie jest tak, że w każdej klasie znajdzie się ktoś, kto coś w sieci tworzy i będzie mógł pozostałym pokazać, na co zwrócić uwagę, jak mówić, jak ustawić się do światła, co zrobić by przekaz był ciekawy, jakiego tonu słucha się najlepiej, itd.

„Stres, dlaczego odbiera nam mowę” – nauczyciel opowiada o tym, jak bardzo nie zdawał sobie sprawy, że wystąpienie może być tak stresujące. Mówi uczniom o tym, że być może gdyby nie to, czego doświadczył, nigdy nie udałoby mu się z empatią spojrzeć na uczniów, którzy mają problem z wystąpieniami publicznymi. To doskonała przestrzeń na uzupełnienie wiedzy z neurobiologii.

Czy to nie byłby piękny początek nowej szkolnej rzeczywistości? Czy te zgliszcza nie są fantastycznym fundamentem pod relację nauczyciel – uczeń, opartą na równej godności, w której wzajemnie od siebie czerpiemy? Czy to nie zmusza nas do innego spojrzenia na dzieci z autyzmem, ADHD, nieśmiałych, wrażliwych, którym kształt dzisiejszej szkoły przysparza niezliczonej ilości trudności i upokorzeń?

Nie szukajmy winnych. Nie róbmy z dorosłych osób ofiar, tylko obdarzmy zaufaniem, że potrafią się z tego podnieść silniejsi, bardziej świadomi siebie i dzieci, którym przewodzą. Szanuję każdego nauczyciela, który wziął udział w tym projekcie, bo mam świadomość tego, jak wielką odwagą musiał się wykazać. Mój szacunek to również wiara, że potrafi on przekuć to w sukces, za który kiedyś wszyscy tym nauczycielom podziękujemy.

Dzieci, smartfony, wirtualny świat – co powinno zaniepokoić rodziców?

,Z raportu przeprowadzonego w 2015 roku przez Fundację Dzieci Niczyje wynika, że 64% dzieci w Polsce już w pierwszym roku życia dostaje do zabawy tablet lub telefon. Ponad 40 % dzieci powyżej pierwszego i drugiego roku życia korzysta z tabletów i smartfonów...

Lekcje z TVP – mleko się rozlało i co teraz?

Od kilku dni myślę o nauczycielach, którzy współtworzą programy edukacyjne TVP. Mam w sobie kogel-mogel emocji z nimi związanych i choć w pierwszej chwili dominowało oburzenie i złość, obecnie dominującą jest empatia. Zwyczajnie żal mi tych nauczycieli, którzy zostali...

Smartfon, tablet, wirtualny świat – jeśli nie kontrola, to co?

Jednym z największych wyzwań, przed którymi stoją dzisiejsi rodzice, jest najnowsza technologia. Nasze dzieci są jednym z pierwszych pokoleń, które rozwija się w sąsiedztwie smartfonów, tabletów i innych urządzeń multimedialnych uatrakcyjniających dziecięcy świat. Dla...